Aktualności

Patron

Nauczyciele

Rodzice

Absolwenci

Maturzyści

Uczniowie

Kontakt

 

 

 

 

Dziennik

Podział godzin

Dokumenty

Samorząd uczniowski

Rekrutacja

Dzień Amerykański

Stulecie szkoły

 

Strony nauczycieli:

 

Dla językowców

Klub Historyczny AK   

Dla matematyków

Dla geografów

 

 

 

 
 

Mieczysław Rokosz

Oswald M. Balzer - uczony i obywatel

 

Pragnę przywołać przed oczy czytelników sylwetkę patrona zakopiańskiego Liceum - Oswalda M. Balzera, wybitnego historyka prawa i ustroju, profesora Uniwersytetu Lwowskiego (od 1919 r. - im. Jana Kazimierza), Dyrektora Archiwum Krajowego Aktów Grodzkich i Ziemskich we Lwowie, szeroko znanego w Słowiań­szczyźnie człowieka niespożytych zasług - uwypuklając szczególne powody, dla których właśnie na niego padł ten wybór.
Urodzony 23 stycznia 1858 r., wykształcony w Uniwersytecie Lwowskim, Jagiellońskim i Berlińskim, był przede wszystkim uczniem Xawerego Liskego. Działalność pedagogiczna Liskego we Lwowie stanowi epokę w dziejach historiografii polskiej. Zaszczepiał on w młodych badaczach przeszłości ugruntowaną na znajomości źródeł dziejowych metodę ściśle naukową, ostry i stanowczy krytycyzm ścigający dyletantyzm, brak należytego wykształcenia i przygotowania, powierzchowność i pustą frazeologię. Jako dyrektor Archiwum Krajowego Aktów Grodzkich i Ziemskich utworzył tu warsztat prac krytycznych i edytorstwa źródeł historycznych. Wśród młodzieży akademickiej zainicjował utworzenie Kółka Historycznego. Powołał do życia Towarzystwo Historyczne, którego był redaktorem. W ten sposób wytworzył Liske w kresowym Lwowie środowisko o najwyższej w Polsce, obok Krakowa i Warszawy, kulturze historycznej. Balzer należał do tej generacji badaczy, którzy ­powodowani chęcią odrobienia zaniedbań i dopędzenia nauki europejskiej - przyjęli za zasadę działania wszczepioną im głęboko dewizę mistrza: „pro veritate et pro Patria”. „Obdarzony z natury wielkimi zdolnościami intelektualnymi, które go predysponowały na badacza naukowego: zmysłem badawczym, znakomitą pamię­cią, wszechstronnym zainteresowaniem dla wiedzy, łatwością przechodzenia od najściślejszej analizy do szerokich koncepcji syntetycznych, wszystkie te cenne właściwości przyrodzone podpierał pracowitością bez miary, wytrwałością oraz umiejętną organizacją czasu i pracy. Zamiłowania naukowe Balzera płynęły z czys­tych źródeł emocjonalnych, ze szlachetnej pasji naukowej, która prześwietlała wszystkie jego poczynania.”1
Habilitowany na podstawie rozprawy Geneza Trybunału Konstytucyjnego w 1875 roku w dwa lata później został profesorem zwyczajnym, a od 1890 r. profesorem zwyczajnym historii prawa w Uniwersytecie Lwowskim. Była to pierwsza wyłączona profesura historii prawa polskiego. Od 1891 r. objął też po Liskem dyrekturę Archiwum Krajowego Aktów Grodzkich i Ziemskich we Lwowie. Na stanowisku dyrektora Archiwum czuł się kustoszem pomników narodowej przeszłości, ale też stanowiło Archiwum warsztat prac edytorskich i konstrukcyjnych Balzera i jego uczniów. Jako nauczyciel akademicki „o dziwnej dobroci serca” garnął do siebie młodzież bez względu na wyznanie, narodowość, płeć (studentki należały wtedy do rzadkich wyjątków) i przekonania polityczne. Sumienny i sprawiedliwy nauczyciel cierpliwie poświęcał swój cenny czas na zapoznanie się z pracami adeptów. Wykwintny stylista w piśmie i wymowie „był jednym z najświetniejszych mówców swej epoki. Głębia ujęcia przedmiotu, ożywienie go gorącym sercem, artystyczne ujęcie słowa, metaliczny dźwięk głosu, stalowe spojrzenie jego oczu, łączyły się w całość jedyną swego rodzaju, niezapomnianą dla tych, którzy go słuchali” - pisze jeden z wybitnych jego uczniów.
Balzer, historyk jasno rozumiejący mechanizmy dziejów, przez całe życie trzymał się z dala od partyjnej zwłaszcza, bieżącej polityki. Choć zaproszony w 1914 r. do krakowskiego Naczelnego Komitetu Narodowego, to znów w 1917 r. przez Tymczasową Radę Regencyjną do Komisji Sejmowo-Konstytucyjnej, a wreszcie w sierpniu 1920 r. powołany na Prezydenta Trybunału Obrony Państwa - czynniej­szego udziału w pracach żadnego z tych organów nie brał. Nie miał temperamentu polityka, za to zawód badacza dziejów spełniał w poczuciu służby wobec narodu. W dobie niewoli, gdy Polska pozbawiona była własnej państwowości, gdy własne wojsko zastępowały legendy o rycerzach śpiących w Tatrach - myśl o państwie schroniła się w pracowni badacza. W wykładach zaś swoich roztaczał przed oczyma słuchaczów, nierzadko absolwentów szkół rosyjskich i pruskich, „wizję Polski wolnej, niepodległej, opartej o swój własny ustrój prawny”. Zasłuchiwali się uczniowie w wykład mistrza, który mówił wyraźnie, potoczyście i dobrą polszczy­zną, notując starannie każde jego słowo. A słuchacze Balzera należeli do generacji, z których ofiary zmartwychwstawać miała Rzeczpospolita. Wydane u progu niepod­ległości trzytomowe dzieło Królestwo polskie 1295-1370 mógł Balzer opatrzyć dedykacją: „na teraźniejsze odrodzenie Państwa Polskiego spisana ta pamiątka odrodzenia dawnego Królestwa Polskiego”. To poczucie służby Ojczyźnie nie osłabło i teraz. W 1919 r. wystąpił z cyklem artykułów nt. „godeł i słownictwa państwowego teraźniejszej Polski”.
Oswald Balzer pozostawił po sobie całą bibliotekę napisanych rozpraw, pośród których są tak monumentalne, klasyczne dzieła jak: Geneza Trybunału Koronnego (Warszawa 1885), Reformy społeczne i polityczne Konstytucji 3 Maja (1891), Genealogia Piastów (Kraków 1915), Stolice Polski 963-1138 (Lwów 1916), Z zagadnień ustrojowych Polski (Kraków 1915), Skarbiec i archiwum koronne doby przed-jagiellońskiej (Lwów 1917), Królestwo Polskie 1295-13702
Całe jego pracowite życie badacza dziejów było służbą Ojczyźnie. Swym pisar­stwem naukowym wniósł trwały wkład nie tylko w gruntowne poznanie dziejów, lecz także do narodowego dziedzictwa kultury duchowej. Duch patriotyzmu i pierwias­tek obywatelski w jego historycznych dziełach jest wyraźnie obecny. Był jednym z największych uczonych, jakich Polska kiedykolwiek posiadała.
Instynkt społecznikowski i obywatelski, zdolność wyraźnego odróżniania dobrego od tego co złe, szkodliwe, i nade wszystko głęboko wszczepione poczucie prawdy ­kazało mu czasem zabierać głos w wystąpieniach publicznych. Gdy w r. 1897 wybitny skądinąd badacz antyku - Teodor Mommsen, na fali wzmożonej agresji żywiołu germańskiego przeciw słowiańszczyźnie, wystąpił na łamach prasy wiedeń­skiej z lekceważącym, obraźliwym tekstem pod adresem Słowian, nazywając ich „apostołami barbarzyństwa”, którzy cywilizacyjną pracę niemiecką „pogrzebać pra­gną w przepaściach swej dzikości” - wystosował Balzer do Mommsena list otwarty z wymownym protestem. Balzer dał przegląd dorobku cywilizacyjnego Słowian, szczególnie zachodnich, wykazując właściwe pobudki wystąpienia Mommsena: „Słowianie nie mają zamiaru słowiańszczyć miejsc, gdzie stoją groby Mozarta i Grillparzera ...nie słowiańszczyli dziedzin niemieckich ... [natomiast] Niemcy ger­manizowali dziedziny słowiańskie, Słowianie chcą tylko, ażeby miejsca, gdzie niegdyś Przemysł Ottokar zasiadał na tronie, gdzie Jan Nepomucen poniósł śmierć męczeńską, gdzie stoją groby Palacky'ego i Safarzyka, pozostały słowiańskimi ( ... ). Nie można im zabierać ich w imię kultury, bo oni sami dla niej pracować chcą i umieją, bez obcej, nieproszonej opieki”3. List otwarty Balzera, ogłoszony w języku niemieckim, tłumaczony też na czeski i inne języki słowiańskie, zjednał mu sławę obrońcy kultury słowiańskiej w całej Słowiańszczyźnie.
Balzer, świadomy, że słabnie i obumiera naród pozbawiony możliwości rozwoju własnej kultury, podejmował inicjatywy społeczne na tym polu.
Czynny w dziedzinie organizacji badań naukowych był twórcą założonego w 1901 r. we Lwowie Towarzystwa dla Popierania Nauki Polskiej, które za jego dożywotniej prezesury (w l. 1911-1933) przekształciło się (w 1920 r.) w Lwowskie Towarzystwo Naukowe, korporację uczonych działającą według wzoru Akademii Umiejętności w Krakowie, do której sam należał.
W 1903 r. wystąpił Z memoriałem „W sprawie założenia bibliotek publicznych w ważniejszych miastach prowincjonalnych”, zaś w 1914 r. wystąpił z artykułem zatytułowanym „Miliony na cele narodowe”. I jest rzeczą niezmiernie charakterys­tyczną, że artykuł ten został wznowiony w postaci broszury nakładem Księgarni Podhalańskiej w Zakopanem - tym, jak go nazwał S. Witkiewicz – „ognisku wyższych dążeń ( ... ) pełnym objawów dobrowolnego brania na siebie i spełniania obowiązków społecznych, przedsiębrania prac ogólnego użytku, bez «upoważnienia władzy»”. W broszurze tej zwraca autor uwagę na brak jakiegokolwiek poparcia interesów narodowych Polaków ze strony państw zaborczych. Z tego powodu najbardziej cierpią potrzeby kulturalne. Apeluje więc autor o solidarność, samozorganizowanie się i ofiarność publiczną „dla urzeczywistnienia kulturalnych potrzeb narodowych poczynając od szkolnictwa ludowego, a kończąc na naukowej, ściśle umiejętnej pracy”. Hasło to ma, zdaniem autora, wartość społeczną i moralną, a jego realizacja może być szkołą patriotyzmu rzesz. Każdy, nawet drobnym datkiem, może przyczynić się do realizacji wielkich rzeczy. Oświadczył się Balzer za dobrowolnym, powszechnym opodatkowaniem i zapisami testamentowymi na cele rozwoju kultury narodowej. Tak więc, gdy inni apelowali o datki na broń dla przyszłych żołnierzy wolności, tworzyli Polski Skarb Wojenny i arsenały, gdy właśnie w Zakopanem, które było stolicą polskiej irredenty, ponadzaborowym centrum życia politycznego Polaków, wykuwała się idea przyszłego czynu zbrojnego, Balzer tymczasem już teraz roztaczał przed oczy współrodaków plan pokojowej pracy dla kultury własnego, przyszłego państwa. Gdy zaś następnie w 1932 r. polityka zagroziła suwerenności nauki, protestował przeciw ograniczeniu wolności szkół akademickich. Bronił ustroju Uniwersytetu, takiego, jaki przekazały nam wieki, ponieważ w swobodzie i wolności akademickiego wykładu widział rękojmię najpełniejszego rozwoju nauki.
Mimo wielkiej skromności osobistej doznał wielu zasłużonych godności, za­szczytów, wyróżnień i nagród. Był członkiem i członkiem honorowym wielu towarzystw naukowych i akademii w całej Słowiańszczyźnie (we Lwowie, w Krako­wie, Poznaniu, Warszawie, Pradze, Petersburgu, Moskwie, Sofii, Nowym Sadzie), doktorem honoris causa uniwersytetów w Pradze, Poznaniu i Wilnie. Szczególnym wyrazem hołdu świata nauki dla Oswalda Balzera w czterdziestolecie jego pracy naukowej i trzydziestolecie powołania go na rektora Uniwersytetu we Lwowie była wydana ku jego czci Księga Pamiątkowa. W dwu obszernych woluminach znalazły się prace uczonych nie tylko polskich, lecz również z Pragi, Zagrzebia, Sofii, Prisztiny, z którymi pozostawał w intelektualnych kontaktach.4
Był człowiekiem rozlicznych zasług. W swym wystąpieniu w obronie kultury słowiańskiej staje Balzer obok Pawła Włodkowica, w swej zaś robocie dziejopisar­skiej obok Długosza i Lelewela. Wszelako jedna obywatelska posługa Oswalda Balzera, zjednując mu sławę narodową, w szczególny sposób związała go z Tatrami i Zakopanem; to jego funkcja zwycięskiego obrońcy w sporze o Morskie Oko w 1902 roku. 5
Dawny ten spór graniczny między Węgrami a Polską, odradzający się to znów przygasający, w latach 80-tych XIX w. wszedł w swą kolejną i jak się miało okazać, rozstrzygającą fazę. Teraz podsycał go Christian Hohenlohe Öhringen, pruski książę, który jako (od 1879 r.) właściciel dóbr Jaworzyny spiskiej i Lendaku po stronie węgierskiej, zapragnął poszerzyć swe tereny łowieckie o wschodnie przyległo­ści Morskiego Oka i Czarnego Stawu oraz Dolinę Rybiego Potoka. W związku z tym zaprzeczył praw własności hr. Zamoyskiemu, nowonabywcy od 1889 r. dóbr Zakopane - Kościelisko, do których Morskie Oko z okolicznymi szczytami należało. Linia pretensyjka zbiegała ze szczytu Rysów przez taflę Czarnego Stawu, dalej potokiem aż po jego spływ z Białką. Prawo pożytkowiania lub własności niektórych hal i pastwisk na spornym terenie mieli również górale z Bukowiny i Brzegów oraz legitymujący się dokumentami królów polskich z XVII i XVIII w. sołtysi białczańscy – Nowobilscy. Stroną zaczepiającą była zawsze strona węgierska.
Hohenlohe poprzez swe służby łowieckie i leśne ostentacyjnie zaczął wykonywać swoje _ jak mniemał - prawa własności nad Morskim Okiem, a nawet dopuszczać się gwałtów na stronie polskiej. Spędzano więc trzody pasterzy białczańskich, urządzano polowania i rąbano las na spornym terytorium. Hohenlohe spowodował również, że władze węgierskie poparły jego roszczenia, godząc się na ustawienie słupów granicznych oraz parkanów na linii pretensyjnej, anektując tym samym sporne terytorium, dla ochrony którego pobudowano tu leśniczówkę i posterunek żandarmerii węgierskiej. Nie dopuszczano też polskich turystów na wschodni brzeg jeziora, gdzie od 1882 r. stało schronisko Towarzystwa Tatrzańskiego - i dalej, do Czarnego Stawu, do którego ścieżkę i kładkę na potoku Od Rybiego położoną przez Towarzystwo zdewastowano. Ten zakaz „wolnego chodzenia po górach dzikich, które co roku setki ciekawych turystów zwiedzają”, wydany przez węgierski zarząd dóbr jaworzyńskich, słusznie oburzył polskich turystów tatrzańskich jako „jedyny – pisze Żegota Pauli – przykład w cywilizowanych krajach Europy”, który „poczytać można za czysto kapryśną chimerę”.
Wszystkie te pociągnięcia wywołały żywą reakcję ze strony polskiej, a więc Zamoyskiego oraz górali, a także ze strony Towarzystwa Tatrzańskiego, reprezen­tującego interesy coraz szerszych rzesz społeczeństwa polskiego, zainteresowanego turystyką tatrzańską. Przygraniczne położenie spornego terytorium sprawiło, że ten konflikt prywatno-prawny przerodził się w spór prawno-publiczny o charakterze międzypaństwowym (formalnie: austriacko-węgierskim), choć w ramach monarchii austro-węgierskiej. Miał on ponadto wybitny rys narodowy ze strony galicyjskiej, a ściśle polskiej, zaś jego przebieg, z uwagi na szerokie zainteresowanie opinii społecznej obu stron, był szczególnie głośny. Strona galicyjska, de facto: polska, nie godząc się na okupację wschodnich przyległości Morskiego Oka, sama bez pomocy żandarmerii austriackiej, odpierała pruskie i węgierskie ataki i gwałty na terytorium spornym. Dzięki kampanii prasowej doszło do wielkiego wzburzenia całego społeczeństwa tą sprawą. Do żywej reakcji szerokich kręgów społeczeństwa polskiego na brutalne postępki Hohenlohego nad Morskim Okiem przyczynił się nie tylko animowany od 1873 r. przez Towarzystwo Tatrzańskie rozwój turystyki tatrzańskiej lecz również toczona wówczas w zaborze pruskim walka z niezwykle agresywną polityką germanizacyjną. Były to lata szczególnej aktualności powstałego właśnie tekstu Roty, wreszcie, w tamtych latach wszystko co działo się w Tatrach i Zakopa­nem urastało do rangi sprawy narodowej. Tutejsze wydarzenia często skupiały jak w soczewce aktualne tęsknoty i pragnienia narodu. Spór o Morskie Oko dzięki pełnej rozmachu kampanii prasowej, stał się głośny we wszystkich zaborach, „zaprzątał umysły i serca, można powiedzieć bez przesady, całej Polski”.
Kiedy w r. 1894 machinacje Hohenlohego spowodowały, że węgierska kuria królewska przyznała mu prawo do całego spornego terytorium, hr. Zamoyski przestrzegł galicyjski Wydział Krajowy przed niebezpieczeństwami mogącymi wyniknąć z lekceważenia stosunków prawnych, prosząc usilnie o jak najrychlejsze powstrzymanie „awanturniczej imprezy” Hohenlohego. Sejm galicyjski wysłał deputację do cesarza z prośbą o interwencję, zaś posłowie polscy interpelowali w parlamencie austriackim. W 1897 r. parlament austriacki i sejm węgierski zdecydowały oddać ten spór do rozstrzygnięcia przez międzynarodowy sąd polubowny. Jednak jeszcze 28 grudnia 1901 r. Władysław Kozłowski w parlamencie w Wiedniu ubolewał nad ciągłą zwłoką w ukonstytuowaniu się sądu.
Ostatecznie w kwietniu 1902 r. w Wiedniu ukonstytuował się sąd w następującym składzie: z ramienia Austrii wybrany został prezes Sądu Apelacyjnego we Lwowie dr Aleksander Mniszek-Tchórznicki, z ramienia Węgier - prezes Sądu Królewskiego w Preszburgu (Bratysława) Koloman Lehoczky. Superarbitraż miał sprawować prezes szwajcarskiego Sądu Związkowego dr Jan Winkler. Do pomocy dodano Sądowi po dwóch referentów. Jako eksperta w terenie powołano pułkownika szwajcarskiego sztabu generalnego, profesora Politechniki w Zurychu - Fridolina Beckera, któremu też wypadło odegrać w tym procesie niebagatelną rolę. „Niezwykły to człowiek – wspominał Balzer – dziwnie wszechstronnie uzdolniony (...), dziwnej prostoty umysłu i przejrzystego charakteru, po chwili rozmowy zdawało się, że to stary znajomy i widziało się dno jego duszy jak w czystej krynicy”. Obronę interesów austriackich, ściślej - galicyjskich a de facto - polskich przyjął profesor Oswald Balzer. Na miejsce rozprawy wybrano Graz (Hradec) w Styrii.
Pierwszy raz Sąd zebrał się 21 sierpnia 1902 r. i uchwalił Statut, według którego sędziowie obu państw, każdy ze swej strony miał zreferować stan sprawy, a o kolej­ności głosu rozstrzygał los. I tak po pozytywnym wywodzie roszczeń węgierskich krótko wyłożonym przez sędziego węgierskiego, sędzia strony austriackiej zgodnie z obficiej nagromadzonym materiałem aktowym dał obszerniejszy, również pozytywny wywód praw strony, którą reprezentował. Z kolei obrońca strony przeciwnej, Radca Bölcs – główny adwersarz Balzera, w swym wystąpieniu położył nacisk na fakt, iż od I poł. XVII w. granica państwa biegła rzeką Białką, której początków według stanu badań hydro i kartograficznych należy, jak utrzymywał powołując się na mapę Seegera, szukać w dwu spornych jeziorach tzn. Czarnym Stawie i Morskim Oku! Dalej przez pięć posiedzeń do 31 sierpnia, obszernie i gruntownie bronił sprawy Balzer. W dniach od 4 do 8 września miała miejsce wizja lokalna w Tatrach, po której Sąd wznowił rozprawę 10 września. Teraz Becker przedstawił wynik swej ekspertyzy stwierdzając, że początków Białki szukać należy nie jak utrzymywał Bölcs w Czarnym Stawie pod Rysami czy w Morskim Oku, lecz w potoku Podupłazki czyli tzw. Białej Wodzie wypływającej spod Rówienek oraz, że naturalną granicą między obu państwami od spływu potoku podpułazki z potokiem Od Rybiego może być tylko grzbiet Żabiego i dalej grań aż do Rysów. „Miałem wówczas wrażenie – powiada Balzer o tym wywodzie Beckera – że dokonywa (on) wiwisekcji na stronie przeciwnej, z zimną krwią i zupełnym spokojem, jakie dają nie brak uczucia, ale miłość prawdy, poczucie sprawiedliwości, świadomość przyjętego i dobrze spełnionego obowiązku”. Po stwierdzeniach Beckera i krótkiej wypowiedzi Balzera przyszedł czas na wyrok, który ogłoszony w Grazu 13 września przyniósł stronie polskiej pełne i sprawiedliwe zwycięstwo.
Zasadniczy przełom w toczącej się rozprawie, radykalna odmiana towarzyszącego jej klimatu emocjonalnego nastąpiła już w trakcie wizji lokalnej, która, jak zresztą i publiczna rozprawa w Grazu, odbywała się z licznym udziałem zainteresowanych. Na ten czas ściągnęli na miejsce, jak to już wcześniej dwukrotnie bywało w ciągu czerwca 1894 r., liczni Polacy przywiązujący wagę do tej sprawy. Na nowym wówczas, dziś tzw. starym schronisku przy Morskim Oku, które Towarzystwo Tatrzańskie zdołało wybudować w latach sporu po spaleniu się poprzedniego - ­powiewała biało-czerwona flaga zawieszona przez Nowobilskich, śpiewano Mazurka Dąbrowskiego i Boże coś Polskę... Prócz tej demonstracji uczuć patriotycznych doszło również do manifestacji tradycyjnej przyjaźni dla Węgrów, z którymi, wśród toastów Polacy pili węgierskie wino, dotychczas właśnie z powodu sporu bojkotowane przez handel galicyjski. Atmosfera ta przyczyniła się do wyrobienia sobie przez członków Sądu przekonania, po czyjej stronie jest racja. Powóz powracającego z tej wizji lokalnej do Zakopanego Balzera – kobiety zarzuciły kwiatami.
Na pytanie: gdzie przyczyna zwycięstwa? należałoby odpowiedzieć: w słuszności samej sprawy, która - jak zauważył Balzer – „broniła się sama szeregiem niewątp­liwych dowodów”. Jednak przecież wiadomo, że sprawa najsłuszniejsza może do­znać porażki z powodu braku należytej obrony. Godzi się więc przypatrzeć roli jaką w tym procesie odegrał Oswald Balzer. Mandat obrońcy przyjął od galicyjskiego Wydziału Krajowego, jako historyk dziejów swego narodu, jako Polak w poczuciu dziejącej się krzywdy. Sam potem w przygodnej mowie stwierdził, iż „uczynił zadość nie tylko obowiązkowi, ale i potrzebie serca”. Sprawował ten urząd honorowo.
Przed rozprawą trzeba było wykonać żmudną pracę przygotowawczą. Nasz obrońca przyznaje, że tu „miał drogę znacznie już utorowaną przez poprzedników”. Od lat 80-tych XIX w. pojawiło się wiele artykułów i rozpraw przytaczających liczne dowody dokumentowe, literackie i kartograficzne, które można było i należało spożytkować w procesie. Inspiratorem tych publikacji był - prócz Towarzystwa Tatrzańskiego, które wobec całej sprawy odgrywało nadzwyczaj aktywną rolę - ­niezmordowany przez lata sam hr. Zamoyski, a wreszcie i Wydział Krajowy, nie licząc indywidualnych poczynań licznych tatromanów i pasjonatów. Niemało pieniędzy wyłożono na kwerendy archiwalne, by zgromadzić historyczne materiały dowodowe na poparcie praw. Jako najważniejsze z tych publikacji trzeba wymienić Aleksandra Czołowskiego, Sprawa sporu granicznego Balzera Morskie Oko.  Wywód historyczno-prawny napisany na polecenie Wydziału Krajowego oraz tzw. „Referat ministerialny” opracowany przez Henryka Różę, wysokiego urzędnika w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych w Wiedniu, którego wywody obszernie przytaczał drukowany referat arbitra galicyjskiego: Aleksandra Mniszka-Tchórznickiego. Prace te nawzajem się uzupełniały. Skoro bowiem pierwsza kładka nacisk na przebieg sporu w czasach Rzeczypospolitej, wykorzystując przy tym kartografika, to druga drobiazgowo roztrząsała ten problem w czasach przynależności Galicji do Austrii od pierwszego rozbioru, Balzera ściślej od przeprowadzenia z polecenia Marii Teresy tzw. kordonu sanitarnego w 1769/70 r. Również opracowany przez Władysława Kozłowskiego obszerny memoriał w niniejszej sprawie, wniesiony jako interpelacja do Izby Posłów austriackiej Rady Państwa w 1901 r. – spożytkował sporo nieznanego, cennego materiału archiwalnego.
Z wymienionych tu oraz innych prac – np. autorstwa Żegoty-Paulego czy Stanisława Eliasza Radzikowskiego - Oswald Balzera skorzystał, ale się do nich nie ograniczył. W wyniku podjętej kwerendy źródłowej - był przecież Dyrektorem Archiwum Krajowego we Lwowie - znacznie rozszerzył bazę źródłowo-dowodową. Jednak rzecz tu nie tylko w ilości nagromadzonych materiałów.
Zastosował Balzer specyficzną metodę obrony. Skoro bowiem wszystkie dotychczasowe referaty ograniczały się do wywodów pozytywnych czyli takich, które przemawiają „za” to Balzer postanowił przeprowadzić głównie dowód negatywny, tzn. nastawił się na zbijanie argumentów węgierskich. Wreszcie, nawet polskie argumenty pozytywne wytoczone przez poprzedników, wymagały wzmocnienia przez nowe ich oświetlenie, nową interpretację. Balzer wykazywał, iż dowody przytoczone przez stronę węgierską są nie tylko bezpodstawne, ale często ich własną interpretacją przyczyniał wręcz argumentów pozytywnych dla strony polskiej. Tak np. było z najstarszymi dokumentami z XIV w. przytoczonymi przez Węgrów na dowód ich praw. Balzer nie tylko obalił ich postawność dla węgierskiego wywodu i wykorzystał rzeczowo dla własnej obrony, ale w dodatku bez trudu powołał jeszcze dawniejsze dokumenty książąt polskich, dowodzące ich tytułów prawnych do spornego terytorium.
Z wywodu Balzera wynikało, że Węgry nie były nigdy posiadaczami tej ziemi, a do 1769 tj. do aneksji austriackiej tych terenów, uprzedzającej I rozbiór, Polska była w faktycznym i prawnym posiadaniu daleko większego obszaru Tatr Wysokich na północ od głównej grani aż po Polski Grzebień, Małą Wysoką i Przełęcz Rohacką. Mowę obrończą zakończył Balzer wnioskiem, by wobec powyższych argumentów Sąd uznał, że całe sporne terytorium stanowi przynależność Galicji. Swój wywód ogłosił Balzer drukiem, naprzód jako serię artykułów na łamach XXXII i XXXIII rocznika „Przewodnika Naukowego i Literackiego” z lat 1904-1905, a następnie w 1906 r. jako osobną liczącą 204 strony książkę. Naukowa ta rozprawa powstawała w określonej aurze emocjonalnej i w konkretnym celu, co mogło czasem autora doprowadzić do przeinterpretowania szczegółów, nie naruszając jednak pryncypiów. I nawet gdyby na nowo poddać krytyce źródłoznawczej i merytorycznej ten sam materiał źródłowy i w ramach postępowania sprawdzającego różnilibyśmy się ze zdaniem niezrównanego badacza, to byłyby to nie znaczące szczegóły; wynik ostateczny pozostałby ten sam. Balzer wykazał w najszlachetniejszym rozumieniu praktyczną doniosłość badania historycznego dla spraw bieżących. Ale nie tylko pełen historyczno-prawnej erudycji, sugestywny wywód w klarownych słowach lecz również owo mistrzowskie modulowanie brzmienia głosu, siła wewnętrznego prze­świadczenia obrońcy o słuszności bronionej sprawy, udzielały się Sądowi. Nie tylko wiedza wynikająca ze zdolności przenikania źródeł dziejowych, lecz również wybitny talent polemiczny oraz sztuka przekonywania przeciwnika w kunsztownej formie oratorskiej, zaważyła na ostatecznej opinii Trybunału. Należy podkreślić, że występował tu Balzer jako historyk, który przez pryzmat dokumentów jasno widział prawdę, której pragnął bronić, nie zaś jako człowiek gór, górołaz czy taternik, jeden z tych namiętnych bywalców Zakopanego dla Tatr, dla którego te góry były szczególną wartością osobistą, gdyż nabyta we wczesnej młodości ułomność (chromał na nogę) uniemożliwiła mu turystykę górską. Naród rozdarty między zaborców śledził tę sprawę w napięciu, a jej rozstrzygnięcie powitał z niepowściąganą radością. Gdy 13 września, w dniu ogłoszenia werdyktu w Grazu nadszedł do Zakopanego telegram: „Zwycięstwo na całej linii” - pod Giewontem zapanował nieopisany entuzjazm. „Ludzie szaleli z radości - wspomina Ludwik Solski - rzucali się sobie w objęcia, wiwatowali, pili na chwałę zwycięzców.” A wieczorem dla uczczenia tej victorii odbył się uroczysty pochód wszystkimi ulicami Zakopanego. Śpiewano pieśni patriotyczne, a wśród nich ułożony przez Solskiego czterowiersz na melodię Mazurka Dąbrowskiego:

Jeszcze Polska nie zginęła
Wiwat plemię lasze
Słuszna sprawa górę wzięła
Morskie Oko nasze!

Rada Gminna Zakopanego wysłała do hr. Zamoyskiego depeszę gratulacyjną z okazji wygrania sporu.7

W niespełna dwa miesiące po ogłoszeniu werdyktu w Grazu, 11 listopada 1902 r.
lwowskie Kasyno Ziemiańskie wydało na cześć Balzera bankiet w salonach hotelu George'a we Lwowie. Pośród toastów przypomniano tam erudycję i swadę z jaką ten adwokat sprawy narodowej dochodził praw polskich do Morskiego Oka, Balzer zaś w swej świetnej odpowiedzi raz jeszcze dobitnie podkreślił istotę sporu, swoją w nim rolę, oraz ocenił jego znaczenie dla strony polskiej.
Spór ten wedle oceny samego Balzera miał jakby trzy wymiary: wymiar fizjo­graficzny określony przez samą przyrodę i granicę naturalną, wymiar historyczny, widoczny poprzez dokumenty stwierdzające polskie posiadanie i polskie prawa, wreszcie wymiar trzeci - moralny, wyrażający się w potrzebie obrony swego ­i w końcu miał też ten spór moralną wartość zwycięstwa. Znaczenie walki o Morskie Oko nie wyczerpuje się bowiem na materialnej wartości tych kilku kamienistych parcel i kawałka wysokogórskiego lasu pnącego się znad brzegów górskiego jeziora po­pod skaliste granie. Morskie Oko – „ów byt idealny, swoiście doskonały” - jak go celnie określił Jacek Kolbuszewski, owo, zdaniem Asnyka unaocznienie „myśli twórczej” - ten niezmiennie fascynujący i inspirujący zakątek polskich gór, „perła Tatr” urósł wtedy do roli symbolu ziemi ojczystej, której nie można dzielić w myśl jakichś ekonomicznych rachunków na „użyteczną i nieużyteczną” , a o którą walczyć jest świętym obowiązkiem ... „ciągła walka - powiedział m. in. na wspomnianym bankiecie Balzer - zrodziła w nas wielkie pragnienie sprawiedliwości i wielką chęć wykazania na zewnątrz, że jeśli czego bronimy to dlatego, że mamy prawo. I oto pierwszy raz ( ... ) spór nasz o kawałek ziemi ojczystej został rozstrzygnięty nie siłą, przemocą ale wywodem praw przed ... sądem. Materialnie w porównaniu z tym o co walczymy gdzie indziej, było to znikającą drobnostką, ale moralnie rzecz bardzo ważna ( ... ) na pociechę i otuchę w dalszych ciężkich walkach, jakie nas czekają” 8. A jak identyczne było moralne odczucie tamtego zwycięstwa, przytoczmy zdanie Stanisława Witkiewicza: „Zwycięstwo prawdy i sprawiedliwości w sprawie Mors­kiego Oka, było dobrym i krzepiącym zwycięstwem, dlatego, że je odniósł naród, za którym nie stoi siła i odniósł w sprawie, w której chodziło tylko o wartość idealną ­o bezużyteczne ze stanowiska pospolitego rachunku pustki, których jedyną wartoś­cią jest czar piękna. Zwycięstwo to było też, jakby zapowiedzią zmiany w losach naszego narodu. Wiek XX rozpoczął się nim, jakby zapowiadając zmianę, w kierun­ku biegu historycznych zdarzeń” 9. Uświadommy sobie w końcu i to, że walka o Morskie Oko ze strony polskiej była m.in. wystąpieniem w obronie przyrody a zwłaszcza fauny tatrzańskiej. Skoro bowiem Hohenlohemu szło głównie o poszerzenie terenów, na których by samowolnie ścigał kozice – to poza obrębem jego dóbr prywatnych kozice i świstaki cieszyły się już wówczas sejmowym przywilejem nietykalności i ochrony. Zwycięstwo okazało się trwałe. Gdy po 1918 r. przy­stąpiono do nadawania Rzeczypospolitej jej geopolitycznego kształtu, określenia granic również - jak to wówczas mówiono na „południowych kresach” - to sprawa granicy państwowej nad Morskim Okiem była już bezsporna.
W uznaniu zasługi około pomyślnego rozstrzygnięcia sporu o Morskie Oko, Oswald Raizer na wniosek Wydziału Towarzystwa Tatrzańskiego na zgromadzeniu walnym w dn. 17 kwietnia 1904 r. w Krakowie, został wyróżniony honorowym członkostwem Towarzystwa. Gdy zaś w Odrodzonej Polsce wyróżniano Oswalda Balzera najwyższymi odznaczeniami państwowymi: Orderem Orła Białego i Złotym Krzyżem Zasługi i potem, kiedy w roku 1928 lwowski Komitet Społeczny uczcił Balzera złotym medalem ofiarowanym mu właśnie jako: „Wielkiemu Obywatelowi i Uczonemu ...” to część tej zasługi tkwi w trwałym rezultacie tamtego sporu o górskie parcele nad Rybim Jeziorem. Gdy zaś zmarł 11 stycznia 1933 r. i spoczął w rodzinnym grobowcu na Cmentarzu Łyczakowskim we Lwowie, w licznych nekrologach podnoszono i tę sprawę o Morskie Oko. Na pamiątkowej tablicy wmurowanej w krużganku pobernardyńskiego budynku gdzie Balzer jako Dyrektor Archiwum gromadził pamiątki naszej przeszłości - pośród autorstwa tak klasycz­nych dzieł historycznych jak Genealogia Piastów czy Królestwo Polskie nie omiesz­kano wymienić jego roli obrońcy najpiękniejszego tatrzańskiego zakątka Polski. Rada Gminna Zakopanego postanowiła też teraz uczcić jego imieniem budowaną właśnie w ostatnich latach sporu, drogę przez Cyrhlę do Morskiego Oka. Wydział Towarzystwa Tatrzańskiego jako współgospodarz górskiego terenu przychylił się do tego wniosku. Miał już w Tatrach swój „pomnik” Kraszewski, Mickiewicz, Kantak, ma go teraz i Oswald Balzer. Zaś w 1937 r. głównie z tego samego powodu, zasłużone zakopiańskie gimnazjum, w 25-lecie swego istnienia celnie przybrało Oswalda Balzera na swego patrona.
Post scriptum:
Spór o Morskie Oko rozegrał się dokładnie na 10 lat przed otwarciem zakopiańskiego gimnazjum. Obie te rocznice idą obok siebie, chciałoby się rzec, kontrapunktowo. Sprawa o Morskie Oko i dziś budzi refleksje, nabiera swoistej aktualności i nowych, symbolicznych znaczeń obecnie, w dobie budzących najwyższy niepokój zagrożeń ekologicznych – powraca jak memento, że są wartości wobec których trzeba i należy stawać. Obecna ich szansa leży jednak nie w plemiennych sporach lecz w międzynarodowej solidarności w imię przyszłego, ogólnoludzkiego dobra.
 

Kraków, czerwiec 1992
 


PRZYPISY
1. Por. Biogram O. Balzera w: Polski Słownik Biograficzny. T. I, 245-248 i tu cytowaną obfitą literaturę biograficzną: zob. zwłaszcza; Z. Wojciechowski, Oswald Balzer (w) „Kwartalnik Historyczny” R. XLVII: 1933, s. 321-439.
2. Pełną bibliografię prac O. B. z lat 1875-1925 zestawił Z. Wojciechowski (w:) Księga Pamiątkowa ku czci Oswalda Balzera. T. I, Lwów 1925, s. XV-LII (obejmuje 231 pozycji); jej uzupełnienie zob.: tenże, Bibliografia prac… 1924/25-1933 (w:) „Kwartalnik Historyczny” R. XL VII: 1933, s. 440-446. Tutaj też uwzględniono: wydawnictwa ku czci O. B., artykuły poświęcone jego działalności ogłoszone za życia, ogłoszone po śmierci oraz akademie żałobne ku uczczeniu jego pamięci. Należy dodać: Pisma pośmiertne O. B. T. I-III, Lwów 1934-zawierające m.in. znakomite i obszerne Studium o Kadłubku.
3. Pełny tekst pt.: Kultura słowiańska i germańska (zob. w O. B.:) Przygodne słowa, Lwów 1912, s. 98-119.
4. W związku z tym zob. m. in: J. Pogonowski, Stosunek Oswalda Balzera do Karola Kadleca na tle ich korespondencji z lat 1894-1928 (w:) Sprawozdania Wrocławskiego Towarzystwa Naukowego. T. VII, 1952; Tenże, Katedra porównawczej historii praw słowiańskich w Pradze zasługą O. Balzera (w:) Sprawozdania PAU, T. LIII (1952) nr 3, s. 160.
5. Na temat sporu o Morskie Oko zob. ostatnio kapitalną rozprawę źródłową Zofii Nowak: Władysław Zamoyski, a spór o Morskie Oko w latach 1890-1909 (w:) „Pamiętnik Biblioteki Kórnickiej” 1986 zeszyt 21, s. 43-136 i tu całą dotychczasową literaturę. Znaczenie obrony O. B. w procesie i jej skuteczność dla uzyskania zwycięskiego wyroku, wyczerpująco przedstawił Władysław Semkowicz Oswald Balzer jako obrońca Morskiego Oka (w:) Wierchy R. XI: 1933 i osobna odbitka: Kraków podkreślić wytrwałą, zdecydowaną, nieustępliwą i dyktowaną też głębokim patriotyzmem, a nie magnacką prywatną postawą hr. Zamoyskiego w tym długoletnim sporze. Uchodziła ona czasem w świadomości zbiorowej czynnikiem w tej sprawie było Towarzystwo Tatrzańskie ze swoim skutecznym oddziaływaniem na kompetentne czynniki i szeroką opinię publiczną, a wreszcie – owa opinia publiczna i szeroka aktywność Polaków ze wszystkich zaborów na rzecz pomyślnego rozstrzygnięcia. Jednak ani stanowisko i zasługa W. Zamoyskiego, ani akcja Towarzystwa Tatrzańskiego, nic nie umniejsza ściśle określonej zasługi Balzera w tym zwycięstwie.
6. por. L. Solski, Wspomnienia, T. II, Kraków 1956, s. 134-135.
7. Natychmiast po ogłoszeniu wyroku w Grazu, Hohenlohe usiłował nadal dochodzić swych praw przeciw hr. Zamoyskiemu w sądach węgierskich i galicyjskich. Sprawa znalazła finał przed Najwyższym Sądem Kasacyjnym w Wiedniu, który dn. 6 V 1909 pretensje Hohenlohego odrzucił i skazał powoda na pokrycie kosztów procesu. O ostatecznym wyniku hr. Zamoyski poinformował Balzera telegraficznie. W odpowiedzi swej Balzer podniósł zasługę Zamoyskiego w tym długoletnim sporze i podkreślił, że to ostatecznie także nie tylko sprawa prywatna: „… Dla nas wszystkich ponad kwestię prywatnej własności wysuwa się tu znowu moment publiczny, że od posiadania pięknego kawałka ziemi polskiej wykluczono prusaka-hakatystę”. Że i hr. Zamoyski tak tę walkę traktował świadczy najdobitniej późniejszy gest urzeczywistnienia na rzecz narodu Fundacji Kórnickiej, z którą połączył swe dobra zakopiańskie.
8. Przemówienie O. B. na bankiecie urządzonym przez Kasyno Ziemiańskie dn. 11 XI 1902 r. „z powodu znakomitej jego obrony w sporze o Morskie Oko” – zob.: Gazeta Lwowska z 12 XI 1902 i osobna odbitka: Lwów 1902 (s. 15); Kronika Uniwersytetu Lwowskiego. T. II, Lwów 1912, s. 121-129; O. B. Przygodne słowa, Lwów 1912, s. 141-151 (tu pt.: Po wyroku o Morskie Oko).
9 S. Witkiewicz, Po latach, tekst (ten napisany w Zakopanem 1903-1905 r. zob. w tegoż:) Na przełęczy, Lwów 1906, s. 55.i.

 

 

 

 

   
 

® admin ZSO Zakopane